Malowanie lakierem hybrydowym. Jak wyczarować barwne paznokcie mając niewiele lakierów?

Nienawidzę malować paznokci. Naprawdę, nie jestem w stanie zdzierżyć siedzenia z łapkami w powietrzu jak pudelek i godzinnej bezczynności gdy pazury schną. Z drugiej strony - dłonie są ekstremalnie ważne i nie umiem pogodzić się z ich widokiem... nago.

Hybrydy stały się dla mnie prawdziwym zbawieniem - malowanie trwa właściwie niewiele dłużej niż przy użyciu klasycznych lakierów, brak okresu schnięcia, wzmocnienie płytki paznokcia dzięki czemu mogę zapuszczać tak długo jak mi się podoba... Do tego cena lakierów; Semilac jest jedną z tańszych firm na rynku - za kolory zapłacimy jedyne 29 złotych, a ich jakość jest super.

Owszem, miałam hybrydę trzymającą się lepiej, ale była robiona przez Ilonę Bruździak, więc wiadomo.

Byłoby super, gdyby wszystko było tak łatwe jak przedstawiają to dziewczyny na filmikach - nakładamy bazę, kolor, kolor, top, w międzyczasie utwardzamy i voila! PERFEKCYJNY mani gotowy. Otóż nie do końca tak jest. Jeżeli jesteście mistrzyniami malowania paznokci zwykłym lakierem to macie na pewno ułatwioną sprawę, ja jednak nie jestem i nigdy nie byłam. Postaram się napisać co w mojej ocenie jest najważniejsze przy robieniu hybryd aby długo się trzymały, bo przyznam, że jest to moja zmora.

1. Usunięcie skórek.

To totalna podstawa. Wstyd się przyznać, ale olewałam kiedyś dokumentnie sprawę skórek. Nie są u mnie wielkim problemem i wydawało mi się, że ludzie strasznie demonizują tę  kwestię. No, jednak nie. Im lepiej usunięte skórki tym bliżej można podsunąć lakier do granicy paznokcia. Powierzchnia hybrydy trzyma się w całości płytki, nie dostaje się pod nią powietrze i trzyma się wielokrotnie lepiej. Zawsze gdy hybryda schodzi mi po tygodniu, jest to wina skórki. Zawsze.

Usuwać można wycinając lub odsuwając. Ja odsuwam przy użyciu kremu Sally Hansen - jest fajny, nawilża i zmiękcza wszystko co powinien, resztę robię drewnianym patyczkiem. Aczkolwiek, jeżeli jesteście wycinaczkami - szacun, nie będę przekonywać do swoich racji.


2. Cienkie warstwy. A przede wszystkim - cienka warstwa bazy.

Baza nałożona za grubą warstwą lubi sobie spłynąć na bok palca. Ja tego nie zauważam i oczywiście utwardzam potem coś takiego. Dodatkowo po grubej warstwie bazy kolorowy lakier jakby... ślizga się (?). Ciężko opisać to słowami, na pewno jeśli tego doświadczyłyście to wiecie co mam na myśli. Zamiast zostać tam, gdzie go nałożyłam lakier przesuwa się wraz z ruszającym się pędzelkiem.

Cienka warstwa lakieru kolorowego daje gwarancję, że wszystko równomiernie utwardzi się pod lampą. Jeżeli kiedyś powstały Wam zmarszczki po utwardzeniu lakieru - to znaczy, że położyłyście za grubą warstwę, która stwardniała tylko z wierzchu, pod spodem zaś został zakalec.

3. Zabezpieczenie końcówek paznokci.

Coś, o czym notorycznie zapominam. Paznokieć ma swoją grubość. Jeśli się nie mylę, to nazywa się to "linią włosa". Jeżeli pomalujemy całą płytkę, a zapomnimy o machnięciu też linii włosa... Raz, że wygląda to kiepsko, dwa - lakier będzie się słabiej trzymał i stanie się bardziej podatny na odpryskiwanie.


Dobra, wszystkie wiemy już jakie są zalety lakierów hybrydowych - trwałość, twardość, błysk, szybkość wykonania, ale jest coś jeszcze? Mi oczywista oczywistość przyszła do głowy wczoraj wieczorem. Przecież jeśli lakier nie wysycha, to możemy swobodnie kombinować z kolorami i uzyskiwać takie, jakich producent nam nie oferuje. Fakt, Semilac gamę kolorystyczną ma już imponującą, ale ile razy przydarzyła mi się ochota na jakiś szczególny kolor na paznokciach, a hurtownia kosmetyczna daleko?



Ja z dwóch ulubionych przeze mnie lakierów - Mardi Gras i Violet Cream - zrobiłam więc różowy gradient. Lakiery mieszałam na plastikowej zakrętce sondą do zdobień, a do pomalowania paznokci użyłam płaskiego pędzla kupionego w drogerii Natura za grosze. Okazało się, że sprawdza się idealnie, nakłada dużo cieńsze warstwy kosmetyku i jest super precyzyjny.



Bądźcie proszę wyrozumiałe - zdaję sobie sprawę, że do mistrza paznokciowego wieeeele mi brakuje. Ale wciąż się uczę :D

Miałyście już swoją przygodę z hybrydami? Ich jedyna wada - w mojej ocenie oczywiście - to to, że po zrobieniu swojej pierwszej nie chce się wracać do tradycyjnych lakierów, więc stoją i się kurzą ;)



Następny wpisNowszy post Poprzedni wpisStarszy post Strona główna

20 komentarzy:

  1. O to, to! :) Na YT i innych blogach wyglądało to właśnie tak prosto - malujesz i już. Jakoś przemilcza się sprawę naprawdę bardzo dokładnego pozbycia się skórek i nałożenia MINIMALNEJ ilości bazy. Dopiero w praktyce wychodzi jak naprawdę jest. Moje kurzące się "normalne" lakiery serdecznie pozdrawiają Twoje "normalne" lakiery!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje lakiery smętnie odmachują zakurzonymi łapkami

      :D

      No, moje pierwsze malowanie wygladalo dosc ciekawie - sugerowalam sie ultra pozytywnymi recenzjami profesjonalistek ;) hybryde zdejmowalam i zakladalam wtedy ze trzy razy.

      Usuń
  2. Kurcze, zastanawiałam się nad tym kremem z Sally Hansen. Wygrał żel do usuwania skórek, ale chyba na ten bajer też się kiedyś skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko ostrzegam, ze krem jest lagodny, nalezy pamietac o regularnosci stosowania. Na uparte skorki trzeba wytoczyc wiekszy kaliber

      Usuń
  3. Tak, hybrydy uzależniają :) Nigdy nie mieszałam ze sobą lakierów, ale to rzeczywiście bardzo fajny patent, więc może poeksperymentuję ;0
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. I to jest świetny instruktarz!:) i sama chyba w końca zainwestuję w zestaw:)

    OdpowiedzUsuń
  5. To fakt, bez porządnego usunięcia skórek hybrydy nie mają racji bytu. Właśnie przez to mój pierwszy manicure hybrydowy wytrzymał u mnie bagatela 2 dni! :D Na szczęście teraz już jestem mądrzejsza, przynajmniej w sferze paznokci ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ewo, posiadasz jakieś szminki z MAC'a?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, mat w kolorze Stone :)

      Usuń
    2. Jesteś z niej zadowolona?

      Usuń
    3. Powiem tak - kolor jest na tyle nietypowy (brązowo-szary), ze nieestetycznie wyglada gdy sie zjada. Trwałość, pigmentacja są bez zarzutu. Szminki maca (z serii matte) sa dość nietypowe, bo tak napakowane pigmentem, ze zostawiaja całkiem grubą warstwę na ustach. Warto sobie je przetestowac przed zakupem zeby miec pewnosc czy nie przesuszą.

      Usuń
    4. Ja zastanawiam się nad takimi dziennymi kolorami - Brave albo Twig, ewentualnie Faux. Z jednej strony kuszą mnie bardzo mocno te szminki, z drugiej - tyle kasy na jeden produkt. Dylematy.

      Usuń
    5. Powiem Ci, ze faktycznie drogie te szminki, ale zuzywaja sie duzo wolniej niz klasyczne. Tutaj wystarczy przejechac raz, drugi i masz cale usta zrobione, w dodatku na wiele godzin.

      Usuń
  7. Ja to chyba jestem jakiś pechowcem.. Moje pazokcie po hybrydzie postanowiły mi pokazac ze nie jest to sposób malowania który im pasuje, i jak nigdy zaczęły się po zdjęciu łamać jak szalone..:D Ale po twoim instruktarzu może zrobię jeszcze jedno podejście..:) ?

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja załapałam uczulenie... może bardziej od lampy UV, niż lakierów, bo ostatnio robiłam sobie żele.

    OdpowiedzUsuń
  9. Pomysł z mieszaniem kolorów jest super! Nigdy bym na to nie wpadła zwłaszcza z lakierami hybrydowymi. Efekt jest fantastyczny! Na pewno zaczerpnę patent.
    Hybrydy robię sobie od ponad roku. Jedne zakładam drugie ściągam. Wprawa czyni mistrza, więc rzeczywiście nie trwa to długo. Dodatkowo mamy problem z głowy na najbliższe dwa tygodnie. Paznokcie wyglądają naprawdę ładnie , a i się nie kruszą, więc można zapuścić dłuższe. Niewątpliwie jednak hybryda niszczy i osłabia płytkę paznokcia. Nie wiem jak długo wytrzymałyby moje paznokcie 'na sucho' po takim czasie noszenia hybryd , sądzę że....krótko.
    Poszukując dobrego lakieru wciąż błądzę... Ostatnio zaskoczył mnie produkt firmy Color Zone. Jeszcze baza i top trzymają się całkiem nieźle, tak lakiery po roku ABSOLUTNIE nie nadają się do użycia. Zrobił się jeden wielki glut... przez rok był dość przeciętnym lakierem. Chętnie wypróbuję coś co polecicie.
    Co do samej procedury powstawania to faktycznie zabezpieczenie końcówek jest BARDZO ważne. Ja niestety mam tendencję, że po zakończeniu robienia hybryd piłuję jeszcze paznokieć, by nadać im lepszy (jak mi się wydaje) kształt. Drogie Panie, tak nie robimy !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo właśnie, piłowanie paznokcia po malowaniu... Zdarza się i mi. -3 dni do trwalosci hybrydy jak w mordę strzelił.

      Usuń
  10. Mi niestety hybryda się nie trzyma z racji tego że rozdwajają mi się paznokcia, a i kolor nudzi mi się szybko:) Ps. Śliczne zdjęcia i przyjemny w odbiorze blog;)

    OdpowiedzUsuń
  11. JA to niestety nie umiem dobrze malować paznokci :P totalne antytalencie ze mnie :) Ale zbieram się do jakiegoś czasu do hybrydy i chyba przed świętami sobie strzelę :)

    OdpowiedzUsuń