Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skin Clinic Professional. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skin Clinic Professional. Pokaż wszystkie posty
Dużo wody w Wiśle upłynęło, od kiedy zobaczyłam na półce w Naturze nowe kosmetyki Bielendy i postanowiłam przedstawić Wam ich składy. Myślałam, że to będzie szybka notka-dwie, no, może trzy, po jednej na każdą serię. Pewnie wyrobię się w tydzień. Albo mniej.
Tymczasem przeplatane innymi produktami, recenzjami, moją przeprowadzką i Bóg wie czym jeszcze ciągnęły się za mną ze dwa miesiące ;) Dziś w końcu mam okazję zakończyć tę serię, został mi bowiem już tylko jeden, ostatni krem, a po jej zamknięciu przyjdzie kolej na kolejną, na którą mam już pomysł - jeżeli wypali, to będzie to coś fajnego i być może nowego na blogach kosmetycznych.

Dziś jednak zatrzymajmy się na chwilę przy analizie kremu odmładzającego, kolejnego wydanego przez Bielendę kosmetyku bez parafiny w składzie, co należy nagrodzić gromkimi brawami.


Czemu Vigna Aconitifolia? Ano, bo przy ostatniej, obiecanej analizie serii Skin Clinic Professional od Bielendy, napatoczyłam się na coś, co nie pojawia się często, mianowicie ekstrakt z tej roślinki. On i arganowe komórki macierzyste stanowią mocne połączenie, a znajdują się w jednym z produktów niżej opisanych kosmetyków.


Nadchodzi moment zakończenia opowieści o Terapii Nawilżającej Bielendy. Firma postawiła w tym wypadku na sprawdzone składniki, wzbogacone kilkoma nowoczesnymi, które znamy z innych kosmetyków tej samej linii - trehalozą, tripeptydami, hydrolizowanymi glikozoaminoglikanami.



Staram się wypełnić obietnicę i dokończyć to, co zaczęłam - dziś na warsztat trzy produkty Bielendy, tym razem nawilżające, z serii Skin Clinic Professional i to, co w nich siedzi. A zaiste, są to składniki solidne i, przynajmniej dla mnie, zaskakujące. Zapraszam do lektury:








Późno bo późno, ale w terminie - kończę wywód na temat kosmetyków z serii Terapii Korygującej. Na deser zostawiłam sobie mój ulubiony produkt, który mocno zamieszał - to właśnie on wyciągnął wszystkie zanieczyszczenia z mojej twarzy, również te podskórne grudy, które siedziały bezpiecznie pozamykane od wielu miesięcy.




Nadeszła pora na jednego z moich faworytów - tonik korygujący, który pomaga mi doprowadzić skórę do ładu przez ostatnich kilka dni. Niezwykle udany produkt, który przypomniał jak ważne jest tonizowanie twarzy po demakijażu i rano, po umyciu - zapewnia uczucie świeżości, napina i rozświetla bez uczucia ściągnięcia czy pieczenia. Perfekcyjnie nadaje się pod serum i krem nawilżający, nawet dla cer wrażliwych, ale przede wszystkim całą sobą polecam go wszystkim wam, chcącym przyśpieszyć gojenie wyprysków i zapobiec powstaniu trwałych przebarwień potrądzikowych. Pamiętajcie jednak,  że kwasy to kwasy - koniecznie zastosujcie stabilne filtry, nawet, jeżeli wydaje się, że słońca nie ma - owszem, jest i cera po kwasach bardzo lubi się przebarwić przez promieniowanie UV. Jeżeli masz problem z przetłuszczaniem strefy T i rozszerzonymi porami lub wągrami, również ten tonik powinien pomóc. Jego składniki będą normalizować produkcję serum, a kwasy pomagają zwęzić pory i wymyć nieczystości. Ma zapach charakterystyczny dla tej serii, lekko kwaśny, nienachalny i ledwo wyczuwalny. Za cenę około 10 złotych dostajemy 200 ml produktu zamkniętego w estetycznej butelce z wygodnym, szczelnym zamknięciem.

Tak jak obiecałam, dzisiaj kolejny produkt - tym razem padło na Maskę Korygującą w hydroplastycznym płacie 3D, a jutro kolej na Tonik Korygujący. Tonik testuję czwarty dzień i obiecuję, że nie zamienię go na nic innego. Jest to zupełna zmiana w mojej pielęgnacji - do tej pory unikałam kupnych toników, ponieważ nigdy nie spełniały moich oczekiwań i zdecydowanie stawiałam na hydrolaty.

Firma Bielenda jest kolejną Polską spółką, która od jakiegoś czasu rośnie w moich oczach . W drogeriach Natura odbywa się wciąż promocja produktów należących do nowej linii Skin Clinic Professional, których skład nie pojawił się chyba jeszcze w internecie, a które absolutnie urzekły mnie od pierwszego użycia. Przyznam, że drogi moje i Bielendy do tej pory jakoś się rozchodziły - aż przyszedł moment, kiedy w ręce wpadł mi krem do cery trądzikowej Bielenda Pharm na noc. Pamiętam, że pomyślałam sobie wtedy - takich rzeczy w tej cenie jeszcze nie widziałam. Skład aż krzyczał, że to będzie dobry zakup - i był. Od tamtej pory, tak jak sobie obiecałam, bacznie obserwuję w jakim kierunku podąża polityka firmy i po tym co chcę Wam dziś przedstawić, przybijam Bielendzie wirtualną piątkę.