Karygodne, małe grzeszki


Do dzisiejszego posta natchnął mnie obecny stan skóry i przemyślenia na temat tego, co go spowodowało.

Kiedyś pisałam, że cera znów dość mocno mi się zanieczyściła w okolicach lutego. Po ówczesnym wysypie doszłam pięknie do siebie i jeszcze dokładnie 2 tygodnie temu miałam cerę bez skazy - za wyjątkiem widocznych pod światło małych grudek siedzących dzielnie pod skórą. Niestety, o tym musimy pamiętać - każdy wysyp to nie tylko to, co wyłazi na wierzch, ale też wszystko, co się w skórze tworzy i czeka w niej na lepsze czasy. Poniższa lista jest więc listą zaniedbań i porażek, nad którymi muszę pracować aby pielęgnacja twarzy była bardziej efektywna.

1. Wyciskanie

Nie muszę chyba tłumaczyć. Rozdrapywanie pryszcza, który jeszcze się nie zebrał, ugniatanie skóry, zrywanie strupków - wszystko niszczy też zdrową tkankę wokół nieprzyjaciela, powoduje zwiększenie stanu zapalnego, degradację włókien kolagenowych i powstanie głębokich, zanikowych blizn. Ba, z małego pryszczyka robi się zazwyczaj wielki pryszczol-morderca, gojący się tygodniami. Wyciskanie jest zmorą, z którą ciężko walczyć. Po pięknej skórze sprzed dwóch tygodni nie został niemal ślad, bo dwie krosty, które wyskoczyły zaczęłam ugniatać, więc koło nich wykwitły następne.

Jak z tym walczyć? Odłożyć lustra, zasłonić lustra, nie przyglądać się sobie w lustrze. W sztucznym świetle zawsze wydaje nam się, że z cerą jest gorzej, niż w rzeczywistości i pchamy do malutkich niedoskonałości łapska i rozdrapujemy pół twarzy. Idealnie oddaje to poniższy komiks:


Zapraszam też na grupę wsparcia na Wizażu, gdzie wspólnie walczymy o 25 dni bez wyciskania.

2. Wycisnęłaś - nie zdezynfekowałaś rany, o rękach nie wspominając

Dobra, czasem jest tak, że faktycznie lepiej jest takiego zebranego agenta się pozbyć, w szczególności, gdy boli, jest zaraz pod powierzchnią skóry i ma biały czubek. W tym celu powinno użyć się nowej, sterylnej igły zakupionej w aptece, którą od razu wyrzucamy. Dotykanie brudnymi palcami jest niedopuszczalne, bo:
a) wprowadzamy do rany zupełnie nowe bakterie, które będą miały świetną pożywkę z martwych komórek, które już tam są.
b) roznosimy bakterie po całej okolicy, prosząc się o zakażenie innych partii skóry.
Mycie i dezynfekcja rąk jest podstawą przed dotykaniem twarzy, w szczególności, jeśli wcześniej miało się kontakt z klamkami, włącznikami światła, myszką od komputera, klawiaturą, zwierzętami, poręczami, guzikami w windzie. Wyobraźcie sobie, że dotykacie poręczy w swoim bloku, a 15 minut wcześniej tej samej poręczy dotykał Pan Marian z 3 piętra, który ma problem z higieną. I jego bakterie są teraz też i Wasze.

Z drugiej strony ciągłe stosowanie żeli dezynfekujących odpowiada za plagę drobnoustrojów opornych na wszelkie znane antybiotyki. Czasem trzeba się na odrobinę brudu narazić, dla własnego dobra.

3. Zaniedbanie oczyszczania

Nie mówię o oczyszczaniu mydłem, ale głębokim oczyszczaniu np. kwasami. Kwasy dobrze penetrują w głąb skóry i "wyciągają" na wierzch wszelakie świństwo, które w niej siedzi. Podobnie działają ziółka oczyszczające, takie jak czystek. Naturalnie pojawia się w takim momencie wysyp i przez jakiś czas ciężko jest ze sobą wytrzymać, ale od czasu do czasu warto zrobić sobie Dzień Oczyszczania. Lepiej chyba, żeby pojawiły się na twarzy dwie niespodzianki niż dwanaście, marynujących się wcześniej od pół roku.

W moim wypadku oczyszczanie składa się z peelingu enzymatycznego, jakiegoś kosmetyku z kwasami (maski lub serum) i herbatek z czystka. Ostatnio porzuciłam czystka na rzecz kawy zbożowej, a o serum przypomniałam sobie właśnie dwa tygodnie temu. Na efekty nie trzeba było długo czekać.




4. Zaśnięcie w makijażu

Mam okropną słabość do spania. Przez całe studia spałam średnio 6 godzin na dobę, co było gwałtem na mojej naturze. Po powrocie do domu musiałam zrobić sobie drzemkę, a najczęściej po prostu odrobić brakujące dwie godziny żeby móc normalnie funkcjonować i uczyć się. Niestety, najczęściej jest tak, że walczę, walczę, walczę, głowa mi się osuwa, oczy zamykają, dźwięki docierają z opóźnieniem i już śpię. Demakijaż wcześniej? No jak, przecież nie pokażę się swojej współlokatorce z takimi wykwitami na twarzy, bo dostanie zawału! A zresztą, szkoda czasu na drzemki, dziś na pewno nie zasnę, czuję się świetnie.

Błąd.

Jak z tym walczyć? Po pierwsze, pies drapał współlokatorkę, nic jej do tego jak wyglądam. Problem rozwiązał się całkowicie gdy zamieszkałam sama i jedyne żywe stworzenia, które mnie oglądają, to szczury i moja skromna osoba. Ciężko jest patrzeć na siebie, gdy stan cery daleki od perfekcji i aż żal zmywać makijaż, jednak rada na to jest jedna: zasłonić lustra, wynieść lustra, nie patrzeć w lustra. Skóra pod makijażem nie oddycha, gorzej goi i tyle. Od biedy można punktowo nałożyć też pastę cynkową, która jest biała, zakrywa czerwone wykwity i mimo, że wygląda się śmiesznie, to jakoś łatwo sobie wtedy wyobrazić, że pod spodem wcale nie ma trądziku.


Więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie bardzo żałuję i obiecuję robić co w mojej mocy, aby się nie powtarzały. Jeżeli ktoś pamięta jakiś swój grzeszek, który warto włączyć do tej listy - zapraszam do wpisania na dole w komentarzu. Tutaj się wybacza.
Następny wpisNowszy post Poprzedni wpisStarszy post Strona główna

14 komentarzy:

  1. Ja tez mam problem z rozdrapywaniem :/ nawet małych pryszczy albo wagrow. Teraz gdy jest to od czasu do czasu jeden/dwa pryszcze to łatwo jest sie powstrzymać ale wcześniej gdy miałam bardzo trądzikową skore to było bardzo ciezko

    OdpowiedzUsuń
  2. "można punktowo nałożyć też pastę cynkową, która jest biała, zakrywa czerwone wykwity i mimo, że wygląda się śmiesznie, to jakoś łatwo sobie wtedy wyobrazić, że pod spodem wcale nie ma trądziku" dokładnie tak robię! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, tak właśnie sądziłam, że to nie tylko moja metoda :D

      Usuń
  3. ehh któż nie ma tego problemu.. mówię sobie rano ale dzisiaj w miarę wyglądasz, wszystko się goi, nie rób orki głębokiej po przyjściu z uczelni.. a jedno lustro później znów wyglądam jak po spotkaniu z kolczugą. a z czystkiem święta prawda! po wysypie z jego winy boję się teraz go pić :/ mm

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja ostatnio wepchnęłam paluchy w małego nieprzyjaciela na policzku i zrobiła mi się taka jakby gulka? Kurcze, nie wiem jak to fachowo nazwać - niby niczego nie ma, skóra zagojona, ale pod światło widać małą górkę, pod palcami też ją czuję. Nie wiem cóż z tym począć ;|

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o czym piszesz, takie coś czasem mam na linii żuchwy, właśnie jak nie uda się wycisnąć rosnącego pryszcza. Mam wrażenie, że z czasem zawartość gęstnieje i twardnieje, robi się coś w stylu zwapnienia w tym miejscu. Raczej nie jest to zwapnienie, ale tak mi się kojarzy.Trzeba niestety czekać na dalszy rozwój wypadków, bo albo z czasem organizm zacznie "wypychać" taką gulę na powierzchnię skóry, albo zastanowić się nad wycieczką do dermatologa na chirurgiczne usunięcie takiej zmiany.

      Usuń
  5. Mi babeczka od medycyny estetycznej mowila ze organizm to powoli rozłoży sam:) takie "zwapnienie";) Ciekawe czy miala rację.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nigdy nie miałam problemów z trądzikiem, a teraz niestety moja skóra wariuje (na stare lata czy jak?) Ogromnym grzechem z którym walczę jest wyciskanie zmian. Ale też ogromna niecierpliwość w stosowaniu kosmetyków. Jeśli coś natychmiastowo nie działa to zaraz szukam czegoś innego. Czy nadal używasz serum z Bielendy? Ja mam je od kilku dni i efekty są piorunujące. Myślę nawet o całej serii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam wrócić do serum, ale stwierdziłam, że pora wypróbować coś nowego i na rynek akurat weszła maska korygująca - więc kupiłam i zaczynam używanie. Zapowiada się bardzo ciekawie.

      Usuń
  7. robiłaś kiedyś maseczkę z węgla aktywnego? mm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie, ale po wpisie Aliny Rose chyba wszystko przede mną :)

      Usuń
  8. JAkie masz efekty po serum bielendy Panno Migotko?:) Opisz

    OdpowiedzUsuń
  9. Prawda, prawda, wszystko prawda...niestety. Ja w 1. jestem mistrzem, osiągnęłam poziom perfekcji w doprowadzaniu swojej brody z niewielkimi niedoskonałościami do stanu "masakry" :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajnie, że trafiłam na twojego bloga. Wypróbuję tej herbatki z czystka, ale boję się wysypu.. A próbowałaś kiedyś oleju lnianego? Podobno reguluje gospodarkę hormonalną i dzięki temu pryszczy mniej.

    OdpowiedzUsuń