Projekt Denko Luty 2015



Długo czekałam z podsumowaniem osiągniętych przeze mnie denek, ale ten dzień w końcu nadszedł! Nie wiem właściwie jak to możliwe, że tyle czasu potrzebuję żeby zużyć kosmetyki i co najważniejsze - nie rozumiem czemu tak mało tutaj kolorówki.


Część z kosmetyków już znacie, bo pisałam o nich wielokrotnie. Dla osób, które jednak nie miały okazji przeczytać recenzji wklejam linki:


  • Serum korygujące, Bielenda (KLIKKLIK)
  • Tonik korygujący, Bielenda (KLIK)
  • Krem pod oczy, Rival de Loop (KLIK)
  • Krem nawilżający z ogórkiem, Ava (KLIK)
  • Olejek pod prysznic, Wellness & Beauty
  • Syoss Supreme Selection, Restore, Essential Wonder 10 (apeluję do producenta żeby nadawał jeszcze dłuższe nazwy
  • Podkład Skin Balance Cover, Pierre Rene #20


Jeśli chodzi o starych przyjaciół z Bielendy, podtrzymuję swoje zdanie - świetne kosmetyki dające niesamowite efekty na skórze trądzikowej, usianej wągrami, potrzebującej oczyszczenia. Cena jest po prostu śmieszna w porównaniu z efektami i wiem, że nie jestem jedyną osobą, która chwali tę serię. Bielenda zrobiła prawdziwy kawał dobrej roboty, brawo!

Krem pod oczy sprawdza się również wzorowo. Nie podrażniał mnie, nawilżał, nadawał się świetnie pod makijaż. Przy dużych mrozach miałam jedynie wrażenie, że powinnam użyć czegoś bardziej treściwego. Kobiety w wieku dojrzałym mogą nie być z niego zadowolone.

Krem z ogórkiem Avy był pierwszym, jaki pasował mi w 100%. Wchłania się błyskawicznie, nawilża na cały dzień, ma trawiasto-lawendowy smrodek, który jednak nie drażni mojego nosa. Był przy mnie w chwilach dobrych i tych gorszych i jak najlepszy mąż znosił dzielnie każde załamanie robiąc po prostu swoje. W ramach podzięki, jak prawdziwa baba, zdradziłam go ze starszym bratem, konkretnie Ekologicznym Kremem z Wyciągiem z Marchewki +30. Wyszłam z założenia, że przede mną jeszcze dobre 4 miesiące chłodów i być może potrzebuję czegoś bardziej treściwego. Krem Marchewkowy miłuję tak samo jak Ogórkowy, więc to była dobra decyzja.


Z nowości: 




Olejek pod prysznic Wellness & Beauty jest jedynym kosmetykiem tej firmy, który nie odpycha mnie zapachem. Słowo daję, mydło do rąk, które mam w domu i olejek nawilżający śmierdzą tak przeokrutnie, że nie jestem w stanie tej męczarni opisać słowami. Za dużo, za mocno, zbyt agresywnie. Olejek kupiłam jednak sugerując się składem i tym, że nawet jeżeli będzie cuchnąć, to tylko przez chwilę, bo przecież pod wodą nic długo się nie utrzyma. Zaskoczenie było bardzo miłe. Działanie olejku również! Słabo się pieni, dobrze myje, lekko nawilża, nadaje się też jako środek zapewniający poślizg przy goleniu nóg. Wystarczył na miesiąc, a przy cenie około 10 złotych - to wydajność do zaakceptowania. Ważne jest jednak, aby pamiętać o zamknięciu butelki (notabene zamknięcie jest bardzo poręczne), ja raz o tym zapomniałam i wilgoć, która dostała się do środka spowodowała zmętnienie olejku. W takiej sytuacji przed użyciem trzeba mocno wstrząsnąć.

W składzie: Olej z soi, detergenty, oliwa z oliwek, olej ze słodkich migdałów, olej słonecznikowy, glikol propylenowy, kompozycja zapachowa, olej z awokado, pantenol, woda, witamina E, wyciąg z bambusa, alkohol, kumaryny, limonen, linalool.




Spray do włosów Syoss został przeze mnie kupiony na promocji, za jakieś 10 zł. Wahałam się, wahałam, bo to jednak alkohol, ale w sumie to nie miałam wyrobionego zdania na temat alkoholu w mgiełkach do włosów - teraz już mam. Z plusów - zapach, o ironio. Nieco duszący, ale kojarzył mi się z zapachem kosmetyków fryzjerskich. Faktycznie, włosy nieco łatwiej się rozczesywały i były miękkie. Z minusów - postępujące przesuszenie. No, alkohol to nie jest to, co włosy lubią najbardziej.




Podkład Skin Balance Cover spadł mi w sumie z nieba w czerwcu zeszłego roku. To absolutnie najjaśniejszy podkład drogeryjny jaki można dostać, a o tym, że Polki potrzebują tak jasnych kolorów świadczy najlepiej fakt, że ciężko go dostać. Jest też najtrudniejszym kosmetykiem jaki mi się trafił. Jego aplikacja przysparza problemów i zanim nauczyłam się go nakładać, minęło kilka miesięcy. Na początku najlepiej sprawdzał się zwykły flat top Ecotools. Teraz uważam, że to produkt idealny do wklepywania palcami. Jest diablo napigmentowany, mocno kryje, matuje umiarkowanie moją mieszaną/tłustą skórę, pięknie wygląda na zdjęciach. Cóż mogę powiedzieć, my się po prostu lubimy. Kto się z nim nie polubi? Cery suche. Minus to z pewnością zapach migdałowego aromatu do ciast.




I to by było na tyle! Teraz mogę bez wyrzutów sumienia wyrzucić puste opakowania do śmieci i zająć się nowymi kosmetykami, które czekają na recenzje. Projekt Denko postaram się powtarzać co miesiąc, jednak nie gwarantuję, że przy moim tempie zużywania plan wypali. Pozdrawiam!
Następny wpisNowszy post Poprzedni wpisStarszy post Strona główna

6 komentarzy:

  1. Podkład mam i lubię ale na większe wyjścia, na co dzień wolę coś lżejszego, poza tym ten zapach jest za mocny i trochę mnie męczy... Serię Bielendy uwielbiam i stosuję całą na zmianę z innymi kosmetykami, dopasowując do potrzeb skóry. Reszty nie znam ale czuję się skuszona kremem Ava, myślisz że na noc będzie się spisywał? Na dzień zostanę przy filtrach (ach to kwaszenie się ;)
    Pozdrawiam! (elun z wizaz.pl) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem tak - co skóra to obyczaj. W moim przypadku nie mija pół minuty i krem jest wchłonięty niemal do matu, ale gdy czytam opinie w Internecie to okazuje się, że nie u każdego tak jest i dla niektórych kobiet okazuje się być... ciężki. Kolejny dowód na to, że wszystko musimy, niestety, testować na własnej skórze :(

      Usuń
  2. Aha i mnie też baaardzo wolno idzie zużywanie kosmetyków, gdybym miała bloga denko pojawiałoby się pewnie co kilka miesięcy :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj Ewo, myślałaś może o tym, aby kiedyś założyć kanał/vloga na youtube?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę szczera - przeszło mi to przez myśl nie raz, bo sama łapię się na tym, że łatwiej jest opowiedzieć o czymś niż napisać. W szczególności mam tu na myśli "pierwsze wrażenia", podczas których mimika odgrywa ogromną rolę, słowa wypowiedziane spontanicznie też niosą ze sobą więcej treści jeżeli opisujemy zapachy, kolory itd.

      Jednak nie chciałabym być jedną z wielu kiepawych "jutuberek", które siadają przed telefonem/aparatem i gadają bez ładu i składu przez 15 minut, a potem w formie nieedytowanej wrzucają w Internet. W mojej ocenie to totalny brak szacunku dla oglądających, którzy poświęcają czas na obejrzenie takiego filmu i nikt tych 15 minut życia już im nie zwróci. Póki co uczę się w wolnych chwilach (które przez uczelnię mam teraz mocno okrojone) obsługiwać aparat, książka na temat kompozycji leży nieprzeczytana, nowy szablon jest w trakcie budowania i dopóki nie skończę wszystkich rozgrzebanych spraw, to nie podejmę się niczego nowego bo byłoby to robione na pół gwizdka.

      Ale nie mówię nię - youtube to świetne źródło komunikacji, o czym przekonała mnie moja idolka, Kassie Cloudyapples. Jej filmy są przemyślane, mądre, dowcipne, niosą ze sobą więcej wartości niż filmy 80% naszych dziewczyn razem wziętych i od niej chciałabym się uczyć.

      Usuń
    2. tak, zgadzam się z Tobą i dziękuję za odpowiedz. Doceniam to, że stawiasz na jakość tego co robisz, bo w tych czasach to rzadkość.

      Usuń