Olejek lawendowy na trądzik



No, może nie tyle na trądzik, co w tym konkretnym przypadku na ranki po drobnym trądzikowym wysypie. Olejki eteryczne są naprawdę paskudne jako temat do nauki, jednocześnie będąc niezwykle przydatnymi w codziennym życiu. Olejek lawendowy natomiast jest jednym z niewielu faktycznie przebadanych, a wiedzę o jego działaniu możemy czerpać ze sprawdzonych źródeł.

Jego wyjątkowość ma wynikać z silnych właściwości wspomagających leczenie ran. Nie wiem czemu wcześniej nie przyszło mi do głowy aby sprawdzić to na własnej skórze, bo było co goić. Teraz spróbuję te braki nadgonić, a na czas kuracji olejkiem specjalnie odstawiłam serum kwasowe, żebyśmy wszyscy mieli możliwość oceny efektów.

Na początek króciutka historia powstawania poniższych zdjęć: miały one pokazać w jaki sposób serum kwasowe lamadolamy wpływa na gojenie i rozjaśnienie świeżo powstałych przebarwień po trądziku. Akurat wyskoczyły mi dwie krostki na policzku - pomyślałam, że to będzie idealna okazja. I pech chciał, że na tych krostkach nie miało się skończyć, co widać na zdjęciach. Robione były codziennie rano, zaraz po wstaniu, dlatego oświetlenie się różni.




Olejek lawendowy ma niesamowicie intensywny zapach i nie jest to ta znana wszystkim z torebek zapachowych lawenda. W aromacie wyczuwam trawiaste nuty, jest nieco duszący i ciężki. Na początku używałam go solo, 2 razy dziennie w stężeniu 100%, później łączyłam z serum NoniCare i w takiej formie jakoś bardziej mi pasował.

Działanie: 
Na początku spowodował, że ten rozdrapany pryszczol przestał podchodzić ropą (co zazwyczaj trwało jakieś 2 dni), potem zauważyłam, że ranka jest ściągnięta i podsuszona. Chociaż kusiło, nie gmerałam przy niej paluchami i czekałam na rozwój wydarzeń. 11 lutego wieczorem, zaraz przed tym, jak zaczęłam pisać tę notkę z najbardziej krytycznego rejonu odpadł duży płat zaschniętej skóry pokazując mi jak głęboko umiem zrobić sobie krzywdę. Pod spodem była reszta ranki otoczona zdrową tkanką. Biorę to za dobry znak, bo dzisiaj cały policzek wygląda lepiej, a przebarwienia na brodzie właściwie znikły.

Cel:
Nie umiem stwierdzić, czy gojenie przebiega szybciej niż w normalnych warunkach, bo nigdy nie obserwowałam się na tyle uważnie. Wiem jednak, że zawsze, gdy walczę z niedoskonałościami w okolicy brody/policzków zostają mi na pożegnanie przebarwienia, które bez użycia kwasów są nie do ruszenia. Na ten moment malutkie ranki z brody i okolicy ust znikły i mam nadzieję, że olejek lawendowy poradzi sobie również z ich większymi kolegami.

Dlaczego akurat olejek lawendowy?:
Tak jak pisałam, to jeden z niewielu znanych mi olejków eterycznych, którego działanie znalazło poparcie w publikacjach naukowych. Przykładowo, według tego badania zamykanie ran przy jego użyciu zachodziło szybciej. Sugerowałam się także stroną,  na której Robert Tisserand przytacza szereg dowodów na to, że olejek lawendowy nie działa drażniąco na skórę i nie powoduje fotosensybilizacji - jak twierdzi Paula Begoun na swoim portalu - ma natomiast właściwości regeneracyjne i ochronne. Szczególnie wymowne jest zdjęcie gojącego się owrzodzenia III stopnia - po miesiącu terapii olejkiem lawendowym (4% roztwór z dodatkiem 2% olejku rumiankowego) i po 176 dniach czyli całkowitym zagojeniu.




176 dni to niecałe 6 miesięcy, podczas których udało się zagoić całkowicie dziurę w nodze. Czym jest więc mój trądzik w takim porównaniu..? Terapię olejkiem będę kontynuować, kwasy odstawiam na najbliższy, powiedzmy, tydzień, po którym zrobię zdjęcia podsumowujące moje wrażenia i uzyskane efekty.
Następny wpisNowszy post Poprzedni wpisStarszy post Strona główna

5 komentarzy:

  1. wczoraj przypadkowo wpadłam na Twojego bloga i przepadłam :D przeczytałam całego (no może nie każdą notkę, ale te które mnie interesowały, no czyli jakieś 90% :D) Cieszę się, że jeszcze są blogerki, które potrafią krytycznie spojrzeć na całe te badziewie, które nas otacza i nie boją się o tym mówić. Musisz być fantastyczną dziewczyną a Twoje poczucie humoru tylko to potwierdza. :)
    A żeby było trochę na temat, u mnie dobrze sprawdza się olej z pestek truskawek, na wypryski -a jest na co- daję punktowo, czasem kropelkę do kremu na całą twarz. To chyba taki mój odpowiednik Twojego lawendowego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za tyle miłych słów! Dziś zamierzam zrobić zamówienie na mazidlach, może szarpnę się na olejek truskawkowy, jeżeli go polecasz :)

      Usuń
  2. Witam Cię Ewo!
    Przypadkiem natknęłam się na Twojego bloga i szczerze mówiąc jestem zachwycona! Podobnie jak Ty borykam się z problemem trądziku, jednak u mnie jest on dość nietypowy. Absolutnie nie narzekam na stan skóry twarzy, dekoltu, jednak moją zmorą są wypryski na plecach i ramionach. Z tego co czytałam na blogu, nie miałaś tego problemu, ale patrząc jak wielką wiedzę posiadasz, być może poradzisz mi co robić. Odwiedziłam prywatnie panią dermatolog, która poleciła mi miesięczną kurację antybiotykiem Tetralysal, do tego żel Normaclin. Po miesiącu stosowania sytuacja znacznie się polepszyła, jednak nadal wyskakują mi jakieś "niespodzianki". Nie chcę ponownie iść do tej dermatolog, gdyż na poprzedniej wizycie powiedziała, że gdy antybiotyk sobie nie poradzi z wypryskami, przepisze mi Izotek. Wiele czytałam o tym leku i o jego efektach ubocznych i zdecydowanie nie chcę go stosować, poza tym trądzik nie jest aż tak uporczywy. Zupełnie nie wiem co robić. Dobija mnie to, że twarz jest jak najbardziej okej, a plecy żyją swoim życiem. Może znasz jakieś kosmetyki, które mogłyby mi pomóc?
    P.S. Naprawdę gratuluję Ci pomysłu na bloga, jest naprawdę świetny. Czuję, że będę tu częstym gościem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, bardzo dziękuję za tyle słów uznania :)

      Niestety, moja wiedza o trądziku na plecach jest bardzo ograniczona, żeby nie powiedzieć - żadna. Aby powiedzieć coś więcej, musiałabym nieco się douczyć. Jeżeli chodzi o kosmetyki - pamiętam, że jedna z dziewczyn stosujących serum korygujące Bielendy używała go na twarz i na plecy i bardzo sobie to chwaliła. Oczywiście nie jest możliwe wyleczenie faktycznego trądziku kosmetykiem, ale może pomóc w oczyszczaniu i gojeniu ewentualnych wyprysków. Wiem, też, że jeden z moich kolegów, fan medycyny naturalnej, po wielu wizytach u lekarzy i nieudanych próbach traktowania krost niewiadomego pochodzenia właśnie na plecach i ramionach machnął ręką i zrobił sobie serię kąpieli z dodatkiem olejku herbacianego. Twierdzi, że zeszły jak ręką odjął. Niezależnie od tego czy faktycznie tak było, olejek herbaciany jest dostępny od ręki w każdej aptece/sklepie zielarskim, kosztuje około 11 złotych i można wspomóc leczenie farmakologiczne takimi kąpielami lub przemywaniem skóry roztworem olejku (stężony będzie mocno wysuszać). Inne pomysły w tym momencie właściwie nie przychodzą mi do głowy...

      Na Twoim miejscu jednak także wstrzymałabym zapędy Pani dermatolog co do Izoteku.

      Usuń
  3. Witam dziewczyny! Od siebie chciałam dodać, że jak najbardziej polecam olejek z drzewa herbacianego, tylko ten 100% naturalny. Stosuję go w połączeniu z kremem nawilzającym do twarzy - 2 krople olejku i normalna ilość kremu jaką zazwyczaj smaruję twarz. Mieszam dokładnie w dłoni i smaruję twarz. Czasem skóra potrafi szczypać ale bez obaw, po kilku sekundach to mija. Efekty są bardzo szybko widoczne. Skóra jest gładka, pryszcze sporadyczne. Olejek z drzewa herbacianego 100% jest w pełni bezpieczny. Konsultowałam się z lekarzem i wiem, że to dobre rozwiązanie. Na plecy też pomoże.

    OdpowiedzUsuń