Gdy brak już nadziei

Dzisiejszy/wczorajszy wpis znów miał być o czym innym, jednak środek nocy, kiepski okres na uczelni i kilka maili które właśnie wysłałam wpędziły mnie w refleksyjny nastrój. Nie będzie o kosmetykach, o pielęgnacji ani innych przyziemnych rzeczach - je zostawmy sobie na dzień. Wieczory to czas na zastanowienie się i zebranie myśli do kupy.


Przeglądam sobie czasem stare zdjęcia, z czasów, kiedy to moją najlepszą przyjaciółką była czekolada - obowiązkowo po uczelni (i przed i w trakcie). Nasza znajomość ciągnęła się od dawna, z krótką przerwą na nietolerancję laktozy, która dokuczała mi w liceum. Kto wie jak potoczyłoby się moje życie, gdybym do niej nie wróciła? Czy teraz pisałabym ten tekst? Może wyglądałabym inaczej? Stety lub niestety, nikt nie odpowie na te pytania. Faktem jest, że nie umiałam sobie odmówić czegoś co bardzo mi szkodziło i być może właśnie przez to zawędrowałam tu, gdzie teraz sie znajduję.









Sama nie wiem jaką formę ma mieć ten wpis. Kiedy myślę o przeszłości mam trochę żalu do siebie, że bardziej o siebie nie dbałam, że było mi właściwie obojętne co jem i jak żyję. W głowie kłębi mi się teraz mnóstwo myśli, a przede wszystkim - jak dawałam radę wstawać rano, kiedy było źle? Jak ja to właściwie robiłam? Patrzę na zdjęcie, na którym rany zaczęły się już goić i w pamięci mam swój wygląd i ból jaki towarzyszył mi każdego dnia przez wiele tygodni. Tak, trądzik nie tylko kiepsko wygląda, to też wielkie cierpienie, które towarzyszyło mi całe dnie. Każdy uśmiech, naciągnięcie skóry, położenie na policzku było bólem.




To zdjęcie zdecydowałam się zrobić, bo wyglądałam już dobrze. Na ślubie przyjaciółki pofolgowałam sobie, jadłam absolutnie wszystko - cukierki, ciasta, kotlety, co wpadło mi w ręce. To nie był dobry pomysł.


Ja w chustce bo padało nad morzem i jakiś koleś w tle. 2012 i coś się tu dzieje na brodzie.


Wakacje 2013 były dla mnie szczególnie trudne. Posypało mi się zdrowie, posypała się skóra, razem ze skórą siadła psychika. Jak mam wyjść z domu, jeżeli tak wyglądam? Jak mam udawać, że wszystko jest dobrze, kiedy rozmawiasz ze mną i nie patrzysz w oczy, a na moje policzki? Teraz myślę, że miałam zwyczajną paranoję, bo nikt normalny nie patrzy przecież aż tak uważnie na to co dzieje się na twarzy współrozmówcy, jednak jeśli cały mój świat kręcił się wokół wyglądu, to nie było możliwości bym uwierzyła, że dla innych to nie jest aż tak istotne. Budziłam się i pierwszą rzeczą jaką robiłam było sięgnięcie po lusterko. Kładłam się spać i robiłam wszystko, żeby w to lusterko nie patrzeć.

Od tamtej pory minęło wiele potknięć w utrzymaniu reżimu i do dziś zdarzają się wypadki typu "zjadłam ibuprofen z laktozą" - jednak w którymś momencie coś we mnie pękło. Każde takie wydarzenie przynosi żal do samej siebie, ale co mi z tego żalu, jeżeli on nic nie zmienia? Nie sprawi, że zacznę wyglądać lepiej, że szybciej się zagoję. Żal i pretensje mogą tylko zakopać mnie w stresie, stres odbije się na stanie skóry i będziemy się tak kręcić, zupełnie bez celu. Jakkolwiek to trudne, muszę przyznać, że jestem na jakimś etapie - etapie, który w dość okrutny sposób uczy mnie życia i pokory. Nie chcę tego, dałabym wiele, żeby mnie to nie dotyczyło, jednak przyznaję przed samą sobą, że droga, na którą zostałam rzucona, bądź bardziej prawdopodobne - sama się rzuciłam w dziwnym pląsie - wiedzie w jakimś kierunku i ode mnie zależy co z tym zrobię. Nienawidzę swojego trądziku, nienawidzę ograniczeń jakie na mnie nakłada każdego dnia, tego, że nie mogę wyjść z facetem na obiad bo najpewniej nic nie zjem, nie wyskoczę na pizzę ze znajomymi, a zamawianie sałatki wygląda tak:

 - Dzień dobry, mam takie małe pytanie: czy może jest do sałatki z łososiem dodawany pieprz? Nie? A oregano? Nie wie pani? A jest możliwość dopytania kucharza? Acha, a w tym sosie pomidorowym nie ma oregano? Świetnie, to poproszę. Acha, a bułeczki pieczecie sami, czy zamawiacie? A jest w nich mleko?

I mam świadomość tego, że brzmię wtedy jak nadęta pinda na jakiejś pokręconej diecie ALE NIC NA TO NIE PORADZĘ. Zaciskam zęby i muszę to robić.

Z drugiej strony, gdyby nie to wszystko to nie zajęłabym się pielęgnacją swojej skóry na taką skalę, nie siedziałabym po nocy czytając o laserach w terapii trądziku, a ten blog nigdy by nie powstał. W chwilach zwątpienia staram się pamiętać, że ten krótki moment beznadziei z każdą minutą dobiega ku końcowi, jednocześnie wnosząc coś w moje życie - coś, co jest dobre i nie można tego zetrzeć tak łatwo. I mimo tego, że czasem mam ochotę walić pięściami w ścianę, wepchnąć sobie do gardła trzy kilo czekolady karmelowej Milki (której nie dane mi było spróbować), a potem umrzeć w agonii to jednyną rzeczą, na jaką CO NAJWYŻEJ mogę sobie pozwolić jest punkt pierwszy*. I tego dystansu, świadomości, że będzie lepiej - bo musi być**, to mogę zagwarantować - życzę Wam wszystkim.




(*)przy czym też nie do końca, bo mieszkam w wynajmowanym mieszkaniu.
(**)a potem umrzemy.


Następny wpisNowszy post Poprzedni wpisStarszy post Strona główna

7 komentarzy:

  1. kochana, podasz przepis na to swoje serum? stosowalam chyba wszystko co sie da i moje przebarwienia nadal sa widoczne :( w Tobie ostatnia nadzieja...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podam podam, będzie w następnej notce, tylko wsadzilam recepturę w bezpieczne miejsce i teraz sama nie mogę go znaleźć. Od razu mogę powiedzieć, że w skład wchodził kwas mlekowy, hialuronowy, dowolny hydrolat i polisorbat 85, sprawdzę jeszcze proporcje.

      Usuń
    2. sprawdz koniecznie, bo ja to jak nie mam napisane jak mam zrobic i jak uzywac, to tylko zrobie sobie krzywde :) ps. uwielbiam Twojego bloga :)

      Usuń
  2. Wymiatasz!
    Wymiatasz temperamentem, uczciwością wewnętrzną, chcesz dzielić się wiedzą, nie grasz pięknisi w dziwnych soczewkach ;)
    Do tego Twoje teksty i inteligencja <3
    Zawaliłam przez Twój blog CAŁE popołudnie. Zaraz idę ćwiczyć - tak, ćwiczyć, mocno się zmęczyć i jutro narzekać na zakwasy. Dirdy Birdy nie stała się zwiewna od nieróbstwa.
    Mocno trzymam za Ciebie moje 4 kciuki i zaprzyjaźniam się internetowo z Tobą, czy chcesz, czy nie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że trafiłam na twojego bloga, jesteś naprawdę super autentyczna i szczera i świetnie się Ciebie czyta :)

    OdpowiedzUsuń