Drogeryjne (i nie tylko) specyfiki nawilżające do ciała - bez parafiny.

Witam! Wielokrotnie pisałam, że moja skóra nie toleruje parafiny - w jakiejkolwiek postaci, aplikowanej gdziekolwiek, kosztującej dowolne pieniądze (KLIK). Problem substancji ropopochodnych w kremach do twarzy został już chyba dostatecznie nagłośniony bo w drogeriach za niewielkie kwoty można obecnie dostać produkty bez nich, jednak firmy najwyraźniej nieco zapomniały, że skórę człowiek ma na całym ciele i jeżeli na twarzy coś się nie sprawdza - to na nogach historia może się powtórzyć. I zgodnie z tą zasadą lata męczyłam się z powracającym po każdej depilacji zapaleniem mieszków włosowych. A wiecie co aplikowałam po goleniu? A jakże, produkty dedykowane takim zabiegom, zawierające w składzie parafinę.





Kiedy wyszło szydło z worka i jakimś cudem dotarło do mnie co właściwie się dzieje rozpoczęłam szukanie preparatów do pielęgnacji ciała, które byłyby jej pozbawione. No, w życiu nie sądziłam, że to może być tak trudne. Z pomocą przyszła oczywiście Alterra, która składem nie zawiodła, jednak działaniem i zapachem owszem. Hmm, chyba głównie zapachem. Na pierwszy ogień poszły, jeśli dobrze pamiętam, olejki do masażu, które jednak nie bardzo chciały się wchłaniać i zostawiały na skórze tłustą warstwę. Później olejki zostały wycofane z Rossmannów i trzeba było radzić sobie innymi sposobami. Ostatecznie na zadowalające mnie balsamy wpadłam zupełnie niedawno i chociaż co najmniej jeden z nich nikogo nie zdziwi, to czuję się w obowiązku przypomnieć o nim światu.

Na początek absolutny zapachowy ulubieniec:


Bielenda, Spa Afryka, Odmładzający mus do ciała, Daktyl & Kokos:



Cena: około 15 złotych/200 ml


Linia SPA jest jedyną wyprodukowaną przez Bielendę, która nie zawiera parafiny. Mój słoiczek właśnie dobija do końca i został oficjalnie mianowany pierwszym sensownym produktem nawilżającym jaki zużyłam. Błyskawicznie się wchłania, nie zostawia tłustej warstwy, fenomenalnie zmiękcza skórę, nie koliduje z depilacją, a poza tym - wspaniale pachnie. No dobra, według mnie wspaniale pachnie. Wielokrotnie podkreślałam, że wolę, gdy kosmetyki nie mają zapachu jednak ten... Nie mam pojęcia co w nim jest, ale nie dość, że nie powoduje u mnie mdłości, to trzyma się skóry cały dzień. Ba, skóry, ubrań, wszystkiego czego dotknie. Absolutnie nie dla osób wielbiących perfumy, bo mogą ze sobą kolidować.

Zdecydowanie mój faworyt jeśli chodzi o poranną pielęgnację, gdy liczy się każda minuta.

Skład:

INCI: Aqua (Water), Caprylic/ Capric Triglyceride, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Glycerin, Glyceryl Stearate, Isononyl Isononanoate, Cyclopentasiloxane, Cearyl Alcohol, Potassium Cetyl Phosphate, Phoenix Dactylifera (Date) Fruit Extract, Argania Spinosa Kernel Oil, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Allantoin, Propylene Glycol,  Ammonium Acrylodimethyltaurate/ VP Copolymer, Citric Acid, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, DMDM Hydantoin, Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnamal, Hydroxyisohexyl, 3-Cyclohexene, Carboxyaldehyde, Linalool, Limonene, Eugenol

Na zielono - składniki aktywne: masło Shea, wyciąg z daktyli, olej arganowy, olej kokosowy, alantoina. Poza tym mamy do czynienia z emolientami i emulgatorami ograniczającymi parowanie wody, trójglicerydami o właściwościach nawilżających, polimerami w ilościach całkiem sensownych i konserwantami.


Kolejny produkt, tym razem Isany, najlepszy na noc.

Isana, Krem do ciała, Shea & Kakao:



Cena: 10 złotych/500 ml


Czy komuś go trzeba przedstawiać? Nie wiem jak to się stało, że mijaliśmy się w Rossmannie lata, szczególnie, gdy na promocji kosztuje 7 złotych. Tak jakoś wyszło, że nie darzę szczególnym zaufaniem firmy Isana, ale przyznaję bez bicia, wyłazi ze mnie typowa baba, która sugeruje się ładnym opakowaniem.

Cudowna cena, wielka pojemność, budyniowata konsystencja, nieco zbyt długi czas wchłaniania, żeby użyć rano, ale gdy już się wchłonie... Mam na niego sposób - rozsmarowuję byle jak na skórze i zostawiam na dwie minuty. W tym czasie balsam traci swoją mazistą formułę i resztki można spokojnie wklepać. Zastosowany na noc daje głębokie nawilżenie, które nie mija po prysznicu, jak to bywa z parafinowymi specyfikami.

Etap fascynacji kosmetykami o zapachu czekolady mam za sobą (jak również czasy, kiedy mogłam jeść czekoladę, chlip), ale ten przyjemnie zaskakuje. Nie mamy tu chemolka-śmierdziucha, który bardzo chciałby być bombonierką, ale nie było mu dane. Mi zapach kojarzy się z budyniem - ale na mleku migdałowym, bo krowie cuchnie - z nutą kakao, odrobiną kokosa, bez przeładowania słodkością. Przyjemna woń, która nie utrzymuje się na skórze, więc jeżeli ktoś jej nie polubi to i tak nie powinien to być wielki problem.

Podobno niektórym dobrze robi na włosy - próbowałam, w moim wypadku to pomyłka.

Skład:

INCIAqua, Glycerin, Glyceryl Stearate SE, Ethylexyl Stearate, Cocos Nucifera Oil, Butylene Glycol, Cetyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Panthenol, Copernicia Cerifera Cera, Theobroma Cacao Butter, Sodium Cetearyl Sulfate, Parfum, Isopropyl Palmitate, Carbomer, Phenoxyethanol, Tocopheryl Acetate, Sodium Hydroxide, Ethylhexylglycerin, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Coumarin.

I znów: dobre, sprawdzone składniki: gliceryna, olej kokosowy, masło Shea, pantenol, wosk Carnauba, masło kakaowe i witamina E. Skład jest nieco prostszy i jeszcze bardziej przyjazny niż w przypadku Bielendy.


I na koniec oczywista oczywistość:

Olejowy Raj, olej kokosowy, niefiltrowany, tłoczony na zimno:



Cena: 19 zł/340 ml


Miałam wiele olejów kokosowych, jednak dopiero ten spełnia moje oczekiwania w 100%. Były ciemne butelki z Mazideł, plastikowe pojemniki ze Zróbsobiekrem, przezroczyste szklane butelki ze sklepów z eko żywnością i plastikowe z Auchan. I po tym wszystkim twierdzę, że wysoki, szklany słoik to najlepsze to może być.

Poza tym, wiadomo, wspaniały, naturalny zapach kokosa, którego nie pobije absolutnie NIC. Jasno podana na opakowaniu informacja o stopniu przetworzenia produktu to niby rzecz dość oczywista, jednak cały czas zaskakuje jak wielu producentów zapomina o tym "drobnym" szczególe.

Używam absolutnie do wszystkiego, od demakijażu, przez smarowanie paznokci, do balsamowania całego ciała łącznie z włosami. Olej w moim przypadku nie wchłania się nigdy w całości, pozostawiając cienką, natłuszczającą warstwę, jednak nauczyłam się z tym żyć. Jeżeli jest jeszcze ktoś, kto nie zaczął z nim przygody, gorąco zachęcam, w szczególności gdy rozpoczną się upały. Nic tak nie pomaga przypieczonej słońcem skórze jak rozsmarowana gruda oleju kokosowego.


Czy kogoś zaskoczyły moje wybory? Przyznaję, że jeśli chodzi o drogeryjne kosmetyki to będę jeszcze szukać, być może jest coś, czego nie zauważyłam, a ma potencjał by zachwycić. Jeżeli macie swoje sprawdzone preparaty ratujące skórę podczas zimy, chętnie o nich poczytam :)


BTW, bardzo się cieszę, że sprawą Hair Jazz zainteresowały się także bardziej znane blogerki - Anwen i Kascysko, które na swoich blogach także opublikowały wpisy poruszające sprawę zastanawiających wyników badań i składów tychże kosmetyków. W kupie raźniej.
Następny wpisNowszy post Poprzedni wpisStarszy post Strona główna

2 komentarze:

  1. Zastanawia mnie tylko, po co w kremie Isany napchali Sodium Cetearyl Sulfate...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest świetne pytanie - Internety twierdzą, że w niskim stężeniu (2%) jest bezpiecznym emulgatorem.

      Usuń