Daj sobie odpocząć



Każdy, kto boryka się z trądzikiem wie jak to jest zrywać się rano z łóżka i szukać dłonią lusterka. Nie wiem właściwie po co to robimy - bo przecież jeszcze nigdy nikogo nie zbawiło 7 godzin snu, a na wróżkę-skóruszkę nie ma, niestety, co liczyć. Budzimy się więc, widzimy w lustrze na przywitanie, że nadal jest do dupy i już wiemy jaki to będzie dzień. Humor siada jeszcze bardziej, gdy pod palcami czujemy, że w czeluściach porów czają się kolejne "niedoskonałości" (prywatnie używam nieco bardziej dosadnego słownictwa na określenie tych skurczybyków) i nawet przez ułamek sekundy wahamy się czy aby ten makijaż dzisiaj to jest dobry pomysł. Dobry, niedobry, takie myśli szybko od siebie odsuwamy, bo makijaż przez lata męczenia się z trądzikiem stał się po prostu nieodzowny, żeby móc wyjść z domu.




Dzisiejsza notka rosła we mnie od trzech dni. To właśnie trzy dni temu dowiedziałam się, że mam za sobą ostatnią sesję w życiu. Dla wielu osób to może być zupełnie błaha sprawa, ja wiem - jednak dla mnie to jakby ktoś zatrzasnął grubą książkę pełną niemiłych wspomnień, schował ją na półkę i poklepał po ramieniu mówiąc: "Wygrałaś". Naturalnie, takie wydarzenia chce się świętować, dlatego przyjechał do mnie mój M. i, jak to kucharz, zaczął od gotowania. Ostatnie dni były więc pełne pysznego jedzenia, muzyki i totalnego relaksu, na który bardzo zasłużyłam.




Czuję się jak siedmiolatek, który przez bardzo długi czas niósł na plecach wielki plecak wypełniony obowiązkami, a teraz wrócił do domu, zrzucił z siebie ten ciężar i poszedł do salonu położyć się plackiem na podłodze zupełnie ignorując fakt, że wszystko z tego plecaka wypadło i malowniczo rozpieprzyło się tuż koło drzwi wejściowych. Leży tam teraz wiele rzeczy. Wśród nich znalazło się również codzienne martwienie o to jak wyglądam i czy z policzka znikło to uparte przebarwienie z którym żyję od miesięcy... Lusterko, po które sięgałam przez dwa lata, okropnie obdrapane i zużyte też gdzieś tam jest i wiem, że w końcu podejdę i je podniosę. Ale nie teraz. Teraz jest czas na to, żeby oddychać.




Dziś widzę, że za dużo czasu szłam gdzieś, dziobana patykiem w bok i plecy, niekiedy tłuczona tym patykiem boleśnie po tyłku tylko po to, żeby na koniec zorientować się, że stoję pośrodku pustego pokoju, jakoś dziwnie obolała i zmęczona. 

A Ty? Kiedy dałaś sobie wieczór na to, żeby zatrzasnąć album z tym wszystkim co zrywa Cię rano z łóżka, a w nocy nie pozwala zasnąć? Po to tylko, żeby nabrać dystansu, zastanowić się, czy idziesz w dobrym kierunku i czy faktycznie gdzieś Cię on zaprowadzi?
Następny wpisNowszy post Poprzedni wpisStarszy post Strona główna

4 komentarze:

  1. O matko, jedzenie wygląda mega apetycznie. Twój M. się postarał. A gdzie zdjęcie ciasta cytrynowego ?:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NI MA, zjedli i nie było co fotografować :D

      Usuń
  2. nabranie dystansu to mój plan na najbliższe miesiące:) chcę zostać mistrzem nieprzejmowania się, wszystkim osobom z problemami życzę tego samego:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj już nie mogę się doczekać tego etapu kiedy w końcu wszystkie medyczne książki rzucę w kąt i będę mieć w końcu czas na czytanie tego co chcę i kiedy chcę... o dziobaniu patykiem też niestety coś wiem :/

    OdpowiedzUsuń