Moment, który młoda kobieta zazwyczaj przegapia

Miałam 22 lata, kiedy odbicie w lustrze powiedziało mi – no, kochana, teraz będziesz mieć pod górkę. Od dzisiaj budzisz się zapuchnięta, korektor zacznie warzyć się na dolnej powiece, a po umyciu skóra twarzy będzie sprawiać wrażenie, jakby zaraz miała pęknąć na dwie części. Czasem nawet na więcej.

W takim momencie zaczynasz uważniej przeglądać reklamy jakie serwują media – odmładzaj, ujędrniaj, lifting, owal twarzy, ochrona DNA, blablabla. No, ale coś w tym jest, więc idziesz do drogerii/apteki i kupujesz pierwsze kosmetyki przeciwzmarszczkowe. Jakie? No właśnie. Kwestię kremów do twarzy pominę, bo moich ulubieńców już opisałam – w dalszym ciągu Ava wygrywa – ale pozostaje uber ważna rzecz, którą moje równolatki wybitnie pomijają, bo wydaje nam się, że jest czas; a czasu już nie ma.



Pielęgnacja okolic oczu




Tak tak, niby coś zupełnie oczywistego, a bardzo, bardzo niewiele moich koleżanek robi cokolwiek w dziedzinie pielęgnacji delikatnej skóry powiek. Ogromny błąd, bo prowadzimy tryb życia wcale nie spokojniejszy niż czterdziestolatki – jesteśmy niewyspane, obciążamy skórę korektorami (a nierzadko podkładami... nie, tak się nie powinno robić), spędzamy mnóstwo czasu przy komputerze czy w książkach, w dalszym ciągu wiele z nas korzysta z solarium. Przyznać się, ile z Was, dwudziestolatek, pamięta o nawilżaniu rano i wieczorem? Ułamek. A ile jęczy, że wory pod oczami, cienie, zapuchnięta rano i bez kija nie podchodź? No właśnie.

Bez bicia przyznaję, sama niecały rok temu zaczęłam stosować olej arganowy na noc, a dopiero pięć miesięcy wstecz krem na dzień. Efekty? Złapałam zmarchy na samym starcie, te, które zaczęły się robić, wynikające z przesuszenia, skutecznie poszły precz. Od kilku miesięcy nie budzę się z poduszkowcami na twarzy, cienie też znacznie się zmniejszyły. I wiecie co? Jak patrzę na sterane życiem osiemnastolatki to stwierdzam, że mam powody do dumy.

Nie będę tutaj zachęcać do wydawania setek złotych na ultra-hiper-nowoczesne kremiki. Powiem więcej, nie kupujcie ich, one są przereklamowane. Nic w nich nie jest warte tak ciężkich pieniędzy, ani składniki, ani opakowanie, ani reklama. Poniżej przedstawiam Wam natomiast moich ulubieńców, których używam na zmianę, a cena najdroższego nie przekracza 25 złotych.


Olejki na noc: 



Bo na noc polecam tylko i wyłącznie olejki. Nic nie daje tak spektakularnego efektu na dłuższą metę, nie przynosi takiej ulgi skórze umęczonej demakijażem. Ich plus - nakładamy na powiekę ruchomą, skórę okolic oczu, rzęsy i brwi, działają wtedy jak najlepsza odżywka i zapewniam, nie ma xtralaszów które je pobiją. Co więcej, jeżeli nie pasuje wam jakiś olejek dedykowany do twarzy, bo, powiedzmy, jest za ciężki, świecicie się rano, nie przynosi widocznych plusów - tak jest w przypadku mnie i uszlachetnionego olejku arganowego Bielendy - nie wyrzucajcie go!  Przecież zawsze możecie go zużyć w taki sposób, a kto wie, może okazać się, że traficie w 10.


Mincer - Argan Gold, kupiony za 18 zł, czysty olejek arganowy, butelka z ciemnego szkła z pipetką. Bardzo dobry produkt, jednak dość długo się wchłania.


Alterra - olejek do twarzy z granatem, 10 złotych, dostępny w Rossmannie. Mieszane oceny sugerują, że ten produkt się kocha albo nie znosi. Kiepsko wchłania się w skórę twarzy, świetnie w powieki. Niestety, jak każdy produkt Alterry, silnie pachnie. Alternatywnie - brałam w podróż jako niezawodny specyfik do demakijażu, lekkie opakowanie z pompką to dobry pomysł.

SkładGlycine Soja Oil, Punica Granatum Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Dodecane, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Parfum, Linalool, Limonene, Geraniol, Citral, Citronellol, Farnesol.

Na zielono - olejki z soi, granatu, migdałów.
Na pomarańczowo - bogactwo kompozycji zapachowych, niestety. Mogą powodować alergie. Nie nie drażnią, ale jeśli masz wrażliwe oczy - ani mi się waż nakładać!


Bielenda - uszlachetniony olejek arganowy z kompleksem sebu-control. Cena - 25 złotych. Drogo, jak na coś, co stricte arganem nie jest, w dodatku brakuje mi tu ciemnego szkła. Wydzielania sebum u mnie nie kontroluje, dlatego przerzuciłam się na oczy i brwi. To był strzał w dziesiątkę. Bardzo przyjemnie nawilża, pachnie nienachalnie jakby cytrusem, łagodzi uczucie ściągnięcia po demakijażu. Bielenda wypuściła trzy wersje tego olejku, każda ma swój unikalny skład i ma służyć innym celom.

Skład: Argania Spinosa Kernel Oil, Oryza Sativa Bran Oil, Ribes Nigrum (Black Currant) Seed Oil, Caprylic / Capric Triglyceride, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Tocopheryl Acetate, Elaeis Guineensis (Palm) Oil, Retinyl Palmitate, Tocopherol, Parfum (Fragrance), Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Flower Oil, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.

Na zielono - olejki: arganowy, ryżowy, z porzeczki czarnej, awokado, z olejowca gwinejskiego, z grejpfruta, z pomaraćzy gorzkiej. Dodatkowo trigliceryd kaprylowo-kaprynowy (może zapychać), witamina E, witamina A.
Na pomarańczowo - składniki kompozycji zapachowej.


Kremy na dzień:



Jeden znany i lubiany szerokiemu gronu, drugi właściwie anonimowy, a szkoda, bo doskonały. Zaczniemy od tego drugiego.


Farmona - Perfect Beauty, przeciwzmarszczkowy krem pod oczy 40+. Nie mam 40 lat, no i co? Wybrałam go, bo składem wygrał z innymi kremami za dużo cięższe pieniądze. Kupiony w Auchan, kosztował koło 12 złotych. Leciutka formuła, wchłania się błyskawicznie, nadaje idealnie pod makijaż. Ma tylko jeden, jedyny minus, za to dosyć upierdliwy - widzicie jak dziwnie skrzywiona jest nakrętka? To dlatego, że przy nasadzie dziubka plastik pękł po około 2 miesiącach. Teraz gdy chcę nabrać, muszę paluchem zatkać dziubek i aplikować krem wyłażący przez to pęknięcie. Zostanie przełożony do jakiegoś małego słoiczka, a szkoda, bo słoiki są mało higieniczne.

SkładAqua, Isopropyl Palmitate, Ppg-15 Stearyl Ether, Ceteareth-20, Cetearteh-12, Cetearyl Alcohol, Cetyl Palmitate, Glycerin, Prunus Amygdalus Seed Oil, Hyaluronic Acid, Propylene Glycol, Paullinia Cupana Extract, Glyceryl Stearate, Zingiber Officinale Extract, Soluble Collagen, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Butyrospermum Parkii, Cetearyl Alcohol, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Acrylates/ C10-C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Xanthan Gum, Disodium Edta, Sodium Hydroxide, Bha.

Na zielono - gliceryna, olejek migdałowy, kwas hialuronowy, glikol propylenowy (ułatwia wchłanianie, nawilża), wyciąg z guarany, wyciąg z imbiru, kolagen rozpuszczalny, pantenol, witamina E, masło Shea.
Na fioletowo - konserwanty, diazolidynylan mocznika uwalnia formaldehyd!


Rival de Loop - Regeneration. Ogromnie popularny, tani, świetny kosmetyk. Wiecie co mnie urzekło? Producent na opakowaniu pisze, że przy regularnym stosowaniu wygląd zmarszczek może ulec złagodzeniu. Czaicie? Może ulec. Nie obiecuje, że z nieba zejdą jednorożce, a my odmłodniejemy o 20, 30 lat. Bardzo to doceniam w czasach, kiedy wciska nam się głównie obietnice bez pokrycia.

SkładAqua, Glycine Soja Oil, Polyglyceryl-6-Stearate, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Sorbitol, Decyl Oleate, Simmondsia Cinensis Seed Oil, Squalane, Tocopheryl Acetate, Vitis Viniferea Seed Oil, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Oenothera Biennis Oil, Phenoxyethanol, Panthenol, Carbomer, Cucurbita Pepo Fruit Extract, Sodium Cetearyl Sulfate, Xanthan Gum, Ethylhexylglycerin, Allantoin, Sodium Hydroxide, Arachis Hypogaea Oil, Disodium EDTA, Daucus Carota Sativa roqt Extract, Biosaccharide Gum-1, Isopropyl Myristate, Pantolactone, Sorbic Acid, Lecithin, Ascorbyl Palmitate, Citric Acid, Glyceryl Stearate, Glyceryl Oleate, Beta-Carotene, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate.

Na zielono - olej sojowy, gliceryna, sorbitol, jojoba, skwalen, witamina E, olej z winogron, wyciąg z aloesu, olej z wiesiołka, pantenol, ekstrakt z pestek dyni, alantoina, olej z orzeszków ziemnych, wyciąg z marchwi, lecytyna, witamina A, kwas cytrynowy, beta karoten.
Na fioletowo - konserwanty.


Miał być szybki wpis, a wyszła solidna tyrada. Jeżeli jeszcze nie zaczęłyście, polecam Wam, młode Panie, dbać o siebie, o swoją skórę i już teraz zacząć przeciwdziałać zmarszczkom. I jedna uwaga ode mnie, jako od farmaceutki - nie bądźcie przerażone ilością konserwantów w kremach do oczu. W przypadku preparatów do twarzy, szczególnie takich pakowanych w opakowania próżniowe, można zmniejszyć ich zastosowanie do niezbędnego minimum. Natomiast kosmetyki do oczu (a także, oczywiście, leki) podlegają bardzo wyżyłowanym wymogom, nie można bowiem dopuścić, aby w preparacie mającym kontakt z gałką oczną rozwinęły się bakterie, jest to niezwykle niebezpieczne. Mniej zła w tym wypadku przynosi konserwant, niż choćby jedna bakteria, pamiętajcie o tym. 
Następny wpisNowszy post Poprzedni wpisStarszy post Strona główna

3 komentarze:

  1. Obecnie u mnie pod oczami ląduje olejek z pestek malin, uwielbiam go. Natomiast olejek z Alterry chodzi już za mną jakiś czas no i pewnie go w końcu kupię. Jak się nie sprawdzi pójdzie pod oczy. ;) Ale najbardziej mnie zaciekawił ten krem z Farmony. Mam Auchan pod nosem, poszukam go przy najbliższej okazji. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Oo, miałam kiedyś olejek z pestek malin z Mazideł, cudownie pachniał i faktycznie, pamiętam, że byłam z niego super zadowolona, tylko ja go wkręcałam w kremiki własnej roboty... Chyba kupię go ponownie jak te mi się pokończą :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem, czy czytasz nowe komentarze do starszych notek..odnośnie kremu pod oczy, wybrałam dla siebie fitomed mój krem nr 10, chodziłam za nim dobre 3 tygodnie, pytałam w każdej napotkanej aptece, niestety dostępność na stronie producenta nie pokrywa się z tą w moim mieście..jeśli zależy Ci na bardzo dobrych jakościowo składach-polecam rzucić okiem ;)
    Marta

    OdpowiedzUsuń