Depilacja bez depilacji - Bielenda, Vanity Soft Expert

Po dłuższym czasie nieobecności, w ten zimny, niedzielny wieczór wracam z recenzją kremu do depilacji Bielendy. Mam nadzieję, że wybaczycie mi tych kilka dni opóźnienia, ale przynoszę garść rad, które przydadzą się każdemu:
a) dobra impreza jest dobra, od czasu do czasu. Wódka w Herkulesach (Białystok) nie jest dobra.
b) jeżeli wybieracie się na mecz na otwartym stadionie, warto sprawdzić wcześniej jaka jest temperatura na dworze, nie sugerując się temperaturą w mieszkaniu.
c) Głupotą jest zakładanie trampek w drugiej połowie października. Jeżeli już je zakładacie, dobrym pomysłem jest założenie skarpetek. Szczególnie gdy najbliższe 4 godziny spędzicie w temperaturze -2 stopni.
d) Nie wierzcie osobom, które sprzedają Wam bilety na mecz. Nawet jeżeli sądzicie, że sprzedali miejsca na taki sektor jaki chcieliście, dobrze jest sprawdzić. W innym przypadku może się okazać, że wylądowaliście w samym środku ultry zamiast na rodzinnym. Pół biedy jak macie tyle lat co ja i idziecie z przyjaciółmi, gorzej, jak z czwórką dzieciaków w wieku do 7 lat.

Tym oto optymistycznym akcentem, bogatsza o kilka doświadczeń, przechodzę o meritum, czyli recenzji samej w sobie. Nie ukrywam, krem mnie zawiódł, a dlaczego, opiszę niżej.


Bielenda, Vanity, Soft Expert - krem do depilacji do skóry bardzo wrażliwej:



Cena: około 10 złotych
Strona producentaKrem KLIK
Opisz producenta:
Zestaw VANITY SOFT EXPERT to bezpieczna depilacja w kremie wzmocniona łagodzącym działaniem balsamu. Zestaw daje wyjątkową skuteczność i aktywną pielęgnację skóry szczególnie wrażliwej. Skóra jedwabiście gładka i ukojona, zdecydowanie wydłużony czas pomiędzy kolejnymi depilacjami.

Krem kupiłam jeszcze w sierpniu, zachęcona zdjęciem składu na którymś z blogów urodowych, konkretnie chyba składem balsamu. Nie ma co ukrywać, może to mój urok, może zaburzenia hormonalne, ale i mój podbródek i wąsik regularnie błagają o depilację, Cała nasza trójka źle reaguje na wosk, robią mi się po nim niefajne, ropne krostki, które kiepsko się goją i od jakiegoś czasu wolałam oszczędzić sobie tej przyjemności, używając pęsety. Ale jeżeli krem ma się sprawdzić, to czemu nie? 

Skład:


Taaak, oto sprawca całego zamieszania. Oszczędzę sobie analizy balsamu, bo to nie on podlega tutaj ocenie, jednak warto wspomnieć, że nie ma wszechobecnej w tego typu preparatach po depilacji parafiny (bomba!), są natomiast olejki: makadamia, migdałowy, kokosowy, z brzoskwini, arganowy, do tego pantenol, alantoina, witamina E, wyciąg z aloesu, no i klasycznie już u Bielendy - kompozycja zapachowa. Wszystko, poza kompozycją, dobre, łagodzące, odżywcze, słowem - cacy, nie mogę się doczepić.

Jeżeli zaś chodzi o krem:
INCI: Aqua, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Calcium Hydroxide, Thioglycolic Acid, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Glyceryl Stearate SE, Propylene Glycol, Prunus Persica Kernel Oil, Urea, Allantoin, Argania Spinosa Kernel Oil, Sodium Hyaluronate, Potassium Hydroxide, Parfum, Buthylphenyl Methylpropional.

  • Cetearyl Alcohol - środek konsystencjotwórczy, modyfikator właściwości reologicznych.
  • Ceteareth-20 - emulgator, pozwala uzyskać stabilną emulsję.
  • Calcium Hydroxide - wodorotlenek wapnia, środek silnie żrący, odpowiada za działanie kremu.
  • Thioglycolic Acid - kwas tioglikolowy, silnie żrący, ma przykry zapach i uszkadza błony śluzowe dróg oddechowych, płuc. 
  • Paraffinum Liquidum (Mineral Oil) - parafina tworzy na powierzchni skóry warstwę ograniczającą parowanie wody.
  • Glyceryl Stearate SE - emulgator
  • Propylene Glycol - promotor wchłaniania, substancja nawilżająca, rozpuszczalnik.
  • Prunus Persica Kernel Oil - olej z pestek brzoskwini.
  • Urea - mocznik, zmiękcza, nawilża.
  • Allantoin - alantoina łagodzi podrażnienia.
  • Argania Spinosa Kernel Oil - olej arganowy.
  • Sodium Hyaluronate - hialuronian sodu, hialuronian sodu, substancja hydrofilowa, tworzy na powierzchni skóry film chroniący przed utratą wody. Kondycjonuje skórę, zapobiega wysychaniu kosmetyku.
  • Potassium Hydroxide - wodorotlenek potasu, regulator pH.
  • Buthylphenyl Methylpropional - składnik kompozycji zapachowej.

Jeśli chodzi o kremy do depilacji, to zawsze miałam mocno mieszane uczucia. Wiem, że niektórzy bardzo je sobie chwalą, jednak na mam to (nie)szczęście być brunetką o grubych włosach i jakoś mimo kilku prób na przestrzeni ostatnich - a bo ja wiem - 9 lat zawsze byłam mocno zawiedziona. Nie da mnie gładkie nogi, nie dla mnie niewrastające włosy, nie dla mnie święty spokój i niemyślenie o tym, że znów trzeba sięgnąć po maszynkę. Ale wąsik? No nie przesadzajmy, przecież to parę włosków na krzyż, owszem, nieco ciemniejszych niż reszta meszku na twarzy, ale wciąż - to tylko parę głupich włosków. Idąc tą logiką odłożyłam na bok niechęć do kremów, schowałam do kieszeni wspomnienie o ich obrzydliwym smrodzie i szykując się na piątkową imprezę sięgnęłam po zapomniany zakup od Bielendy, co by nie straszyć ludzi i nie wyglądać jak umalowany facet.

Oto jak prezentował się mój wąs przed użyciem kremu:


A tak 10 minut później (producent zaleca trzymać krem 3 minuty bądź więcej, jednak nie więcej niż 10):


Wyobraźcie sobie teraz moje zdziwienie, gdy po 10 minutach morderczego smrodu (pozdrawiamy kwas tioglikolowy odpowiedzialny za późniejsze kręcenie w nosie) zmywam z siebie to tałatajstwo i co widzę? NIC SIĘ NIE ZMIENIŁO. Dalej wyglądam jak facet. Żeby jeszcze jeden włosek, chociaż jeden, jakiś jasny, najcieńszy, ale NIE, ten krem nie robi nic, poza śmierdzeniem i marnowaniem moich pieniędzy. 

Ja rozumiem, że ma być odpowiedni do skóry bardzo wrażliwej, ale hola hola, czy to znaczy, że może być tak delikatny, że po prostu nie działa? Moi drodzy, chcemy tego czy nie, ale rolą kremów do depilacji jest agresywne traktowanie naszego owłosienia, przy okazji zawsze, ale to zawsze oberwie się skórze, która ma z takim kremem bezpośredni kontakt i zbudowana jest z tego samego (mniej więcej), z czego zbudowany jest włos. Nie wiem jaki był zamysł producenta w tym wypadku, ale jeżeli produkt nie spełnia swojego podstawowego zadania, jakim jest usuwanie owłosienia - to w mojej ocenie powinien być ino raz wycofany, a pieniądze wydane na to coś - zwrócone. 

Szkoda wielka, bo ostatnio Bielenda bardzo się u mnie zasłużyła. Nie polecę go nikomu, chyba, że ktoś bardzo lubi mieć zaraz pod nosem cuchnące, żrące i potencjalnie niebezpieczne substancje bądź cierpi na nadmiar pieniędzy.
Następny wpisNowszy post Poprzedni wpisStarszy post Strona główna

5 komentarzy:

  1. Ja z woskiem mam taki problem, że wyrywa u mnie włoski razem z naskórkiem (jakieś małe kawałki) i nie dośc, że piecze, to jeszcze chodzę 2 dni z raną nad górną wargą. Spróbuję jeszcze posmarowac talkiem, może wosk nie będzie przyklejał się do skóry, oby! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. A co akutalnie używasz na wąsik? Możesz coś polecić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inny krem Bielendy, Vanity Laser Expert - dedykowany do nóg, jednak za słaby by używać go zgodnie z przeznaczeniem ;)

      Usuń
  3. hej :) jestem pierwszy raz na Twoim blogu i od razu wzbudziłaś moją sympatię :D jeżeli chodzi o wąsik to mogę Ci z czystym sercem polecić wosk Veet do twarzy, nie wiem czy kiedyś próbowałaś? Jest dość drogi natomiast jest to najdelikatniejszy wosk z jakim mialam do czynienia, który nie podrażnia tak jak np. joanna, a ja podobnie jak Ty mam skłonność do podrażnień po depilacji i wrastających włosków (a jestem blondynką, fuck logic). Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tez kupilam ten Vanity Soft Expert raz trzymalam 3 minuty nic nie ruszylo. Nalozylam znow na 7 tez not c, tak jak mowisz ani jednego wloska nie usunal. Ze mam to do konca zuzyje. Dzis trzymalam 5 minut i co... Tradycyjnie gowno. Sama nie wiem czy to wywalic czy dokonczyc ale efekt hest zerowy, nie rozjasnia, nie usuwa bubel pierwsza klasa.

    OdpowiedzUsuń