Czas na herbatę. Catrice, Velvet Lip Colour, #C01 Queen's Beautea Time

Rozwiązaniem ostatniej zagadki jest oczywiście szminka którą uparcie smarowałam ryło dwa ostatnie dni, z nowej kolekcji Catrice Velvet Lip Colour, dziś więc przypada pora recenzji. Jesień jeszcze na dobre się nie rozkręciła i chociaż tak, rano trzęsę się z zimna, a po południu ocieram pot z czoła i klnę na wszystko, muszę przyznać, że kolory jesieni mają swój urok. Niestety, mój odcień skóry się z nimi nie lubi ;) Dlatego, mimo, że trzewia ściskało na widok innego - wpadającego w brąz - to rozsądek wziął górę. Pomarańcz jest jednak trudny, wyciąga z cery (i zębów...) wszystko co najgorsze, więc trzeba się z tym liczyć, jednak kto jest ideałem - ręka do góry. I nie oszukiwać.





Catrice, Velvet Lip Colour, #C01 Queen's Beautea Time:

Cena: 17 zł
Dostępność: Stoiska Catrice w Naturze, Jawie, Hebe
Edycja limitowana jesień/zima 2014





Krótko o kolorach - do wyboru mamy trzy, z czego jeden wpada w zgaszony fiolet, drugi dość jasny, orzechowy brąz, a trzeci, mój, to żywa pomarańcz z nuteczką brzoskwini. To pierwsza moja szminka o takim kształcie, bardzo przyjemnie maluje się nią usta, dużo precyzyjniej niż klasycznym sztyftem. Pigmentacja nie pozostawia żadnych życzeń, już po warstwie kolor jest nasycony i naturalna barwa ust nie przebija. Konsystencja przypomina masełko, jest mięciutka i nie ciągnie skóry. Zdecydowanie plus.




Opakowanie:
Smukłe, matowe, bardzo subtelne i z niezłego plastiku. Nie mam zastrzeżeń.

Skład:
OCTYLDODECANOL, RICINUS COMMUNIS (CASTOR) SEED OIL, CERA MICROCRISTALLINA (MICROCRYSTALLINE WAX), CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, CARNAUBA (COPERNICIA CERIFERA) WAX, MICA, ISOPROPYL PALMITATE, METHYL METHACRYLATE CROSSPOLYMER, GLYCERYL CAPRYLATE, BHT, PARFUM (FRAGRANCE), HEXYL CINNAMAL, LINALOOL, MAY CONTAIN: CI 15850 (RED 6 LAKE), CI 16035 (RED 40 LAKE), CI 19140 (YELLOW 5 LAKE), CI 77491, CI 77492, CI 77499 (IRON OXIDES), CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE).

Na zielono - substancje tworzące na powierzchni skóry film okluzyjny, ograniczający parowanie wody. W większości pełnią rolę modyfikatorów właściwości reologicznych kosmetyku, ułatwiają aplikację i poprawiają poślizg. BHT pełni rolę syntetycznego przeciwutleniacza.

Zapach:
Niby parfum jest, niby jakieś tam komponenty zapachowe widzę, ale zapachu niemal nie wyczuwam.

Komfort noszenia:
No i tutaj niby fajnie, niby spoko, ale na dłuższą metę klops. No, może nie klops. Jak na taką ilość wosków, olej rycynowy tak wysoko w składzie, to po jakimś czasie usta robią się jednak spierzchnięte, skórki przybierają jakieś dziwne kształty, chce mi się je chwycić zębami i zerwać. Z drugiej strony - nikt nie twierdzi, że to szminka pielęgnacyjna i nie można tego od niej oczekiwać. W momencie, w którym zaczynam czuć, że mam wargi aplikuję pomadkę ochronną i jakoś to w duecie idzie. Zdjęcie przedstawia jak wyglądają usta o godzinie 13, po 6 godzinach od aplikacji i jednokrotnym poprawieniu w paru miejscach.




Szminka trochę się zjada, trochę zostawia plamy, wszystko w granicach rozsądku. Nie wyłazi za to poza kontur ust, za co bardzo jej dziękuję, bo zniosę wiele, ale nie to.


Zdjęcie telefonem. Chyba nie wygląda źle?


Powinnam zacząć oceniać z wykorzystaniem gwiazdeczek. Gdyby tak było, stałyby tutaj twarde cztery gwiazdki. Pół gwiazdki odjęłabym za to, że właśnie siedzę i żuję odstającą skórkę, druga połówka za średnią trwałość, bo bywało lepiej. Na plus - konsystencja, komfort nakładania, pigmentacja no i kolor, wyjątkowo udany, pasujący nawet zimnym typom. Catrice nie robi szczególnie udanych szminek, ale ta, za 17 złotych, jest warta polecenia i pięknie rozpogadza poranną, jesienną szarówkę.


A i wiecie co? Jestem okularnicą!





Następny wpisNowszy post Poprzedni wpisStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Publikowanie komentarza