Moje pierwsze zabójcze szpilki | Pleaser



Zaniedbuję coś ostatnio te dziedziny swojego życia, które nie mieszczą tematu skóry i studiów. A zakładka "Pole Dance" znalazła się na tym blogu nie bez powodu, dlatego dzisiaj wpis z myślą o babeczkach trenujących i tych, które nad trenowaniem dopiero myślą.


Jest coś w tych szpilkach, co czyni je tematem tabu. Ba, spotkałam się z opinią mądrali w Internetach, że pole dance można by nawet uznać za sport, ale tylko wtedy, gdy tańczy się bez szpilek. Bo szpilki sprawiają, że kobieta zaczyna wyglądać tanio, tandetnie i kojarzy ze zdejmowaniem stanika za garść jednodolarówek, a nie z fitnessem czy akrobatyką.

Ćwiczyć w szpilkach nigdy nie planowałam, jednak im dłużej patrzyłam na piękny taniec Michelle Shimmy, Maddie Sparkle czy obłędny exotic pole w wykonaniu Olgi Kody - której znakiem rozpoznawczym są niebotycznie wysokie szpilki i kolorowe legginsy - tym bardziej chciałam spróbować. Aż w końcu poczyniłam kompulsywny, późnonocny i nieco nietrzeźwy zakup pod koniec stycznia.

Do sprawy podeszłam czysto pragmatycznie - fanką "szklanek" (tak mówi się o przezroczystej podeszwie) nigdy nie byłam, ale na takim plastiku najmniej widać zarysowania. A z rysami trzeba się liczyć, bo to nie są buty do stania na półeczce - to są buty sportowe, którymi tłucze się po podłodze, po rurze, tłucze się też butem o but. Wybrałam więc klasyczny model Kiss-208, jeden z tańszych i taki, który nie uszkodzi powierzchni rurki.



Cena: 231 zł
DostępnośćButydolozka

Jak wspomniałam, buty zamówiłam w styczniu, a dokładniej - 22 stycznia. 5 lutego dostałam SMSa, że są w drodze z USA i od tamtej pory trwała moja droga przez mękę. Niestety, sklep nie wyrobił się w obiecanym terminie 35 dni kalendarzowych, bo kurier dotarł do mnie dopiero dzisiaj w południe. Innej drogi niż zamawianie z USA raczej nie ma. Wiem, że Pleaserów można szukać w sex-shopach, ale nie mam pojęcia jak jest z dostępnością rozmiarów i ceną.

Mimo, że normalnie noszę rozmiar 38 (czasami nawet 37!), a sklep twierdzi, że ichniejsze 8 odpowiada naszemu 38.5 to zaryzykowałam i bardzo dobrze zrobiłam. Rozmiar jest idealny.

Buty przychodzą w pięknie wyglądającym pudełku, każdy z nich jest zapakowany w oddzielny płócienny woreczek, a w komplecie dostajemy całkiem solidny worek ze ściągaczem do transportu obuwia. I wiecie co Wam powiem? W trąbkę niech się cmoknie taka Zara, która do butów za kilka stów nawet kartonu nie daje; gdzie buty są wrzucane jak para majtek do papierowej torby. Pleaser swoje produkty i klienta szanuje, bez względu na to, czy wydałyśmy 200 zł czy ponad 1000 zł. Klasa.




Do jakości wykonania nie mogę się przyczepić, choćbym chciała. Nie mogę uwierzyć, że za takie same, a nawet większe pieniądze sieciówki wciskają nam ten tandetny, obłażący klejem chłam. Wnętrze buta jest wyścielone mięciutką, grubą poduszką, stopa ją po prostu KOCHA. Paluszki non stop miziają ten przyjemny materiał i szepczą mu pieśni dziękczynne. Plastik jest gruby, ciężki i nie wiem co musiałoby się z nim stać, aby się połamał. Dzięki temu, że obcas nie jest doklejony, nie ma możliwości złamania.

Jak widzicie otwór peep toe jest dość duży - dla mnie to wada, bo jeszcze parę milimetrów i palce wylezą mi dołem. Nie ma wprawdzie tragedii, ale wiem już, że model Kiss będę musiała następnym razem zamienić na inny, o bardziej zamkniętym przodzie.




Myślę, że tym butem można zabić. Powinnam zrobić crush-test, w którym materiałem do crushowania byłyby kości wołowe. Jeżeli już kiedyś zajadę je tak bardzo, że nie będzie dla nich przyszłości, to zrobię taki eksperyment.




15 centymetrów szpilki, wewnątrz jakieś 10 centymetrów pręta. Matko Boska.




Pleaser dba o takie szczegóły, jak wzmocnienie dziurek w pasku, które mogą się poluzowywać. Tutaj mała uwaga - zamawiając buty z plastikowymi paskami musimy liczyć się z tym, że taki materiał nie będzie się z czasem dopasowywał do stopy, nie rozchodzimy go jak normalnego buta. Wkładanie stopy w plastik jest średnio przyjemne, bo jednak ostre krawędzie mogą się na początku nieco wpijać. Później, kiedy pod wpływem ciepła wszystko się nieco dopasowuje jest już lepiej, ale cudów nie będzie.

Taki ciepły plastik świetnie trzyma się jednak rurki i eliminuje całkowicie problem zjeżdżających stóp. Wchodzenie nie sprawia żadnego wysiłku.

A teraz aspekt czysto użytkowy:
Niezależnie czy planujecie swój taniec związać ze szpilkami jak Michelle czy nie, uważam, że każda z dziewczyn trenujących PD i posiadająca rurę w domu powinna mieć jedną parę takich butów. Tak jak przy przejściu z rury statycznej na obrotową przeżyłam szok i miałam w głowie jedną myśl: "Ja nic nie umiem!" tak jest teraz, po założeniu szpilek. Każdy krok wymaga większej koncentracji i włożenia dodatkowej siły, bo do stopy jest przymocowane dodatkowe pół kilo i 15 cm obcasa. Mimo, że na Youtube wygląda to tak, jakby dziewczyny nie wkładały w taniec żadnego wysiłku, to nogi pracują cały czas. Nie odważyłam się na większe ewolucje i inverty w butach są wciąż przede mną, ale po ćwiczeniach brzucha na ziemi byłam spocona i zmęczona jak nigdy. Jest mi ciężko, trudno, najprostsze spiny wymagają dużo więcej pracy i świadomości własnego ciała. Dodatkowo zrobiłam się nagle sporo wyższa, a więc potrzebuję więcej miejsca do ćwiczeń, o tym też warto pamiętać przy zakupie.

Nie wiem jeszcze czy kupię jeszcze jakieś buty typowo z myślą o PD, jednak wiem, że moja przygoda z Pleaserem na pewno się nie skończy - mają w swojej ofercie też zupełnie klasyczne, wspaniale wyprofilowane szpilki, którym nie odpuszczę.
Następny wpisNowszy post Poprzedni wpisStarszy post Strona główna

4 komentarze:

  1. Czekam na zdjęcia z treningów w tych butach :D mm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe robiłaś może ten crush-test? :D
      jak poszło?

      Usuń
  2. U nas można kupić buty marki Pleaser :)

    OdpowiedzUsuń
  3. I have just downloaded iStripper, so I can watch the sexiest virtual strippers on my taskbar.

    OdpowiedzUsuń