Świątecznie na Rodeo - paleta Zoevy

Ależ długo przyszło mi (i Wam!) czekać na ten moment. W końcu mam czym robić zdjęcia, więc zabieram się czym prędzej do roboty. Sezon wyprzedaży już się zaczął, po Świętach może coś jeszcze brzęczy w portfelach i mimo, że na Sylwestra już raczej nie zdążymy, to karnawał i wszystkie te okazje do wyglądania pięknie cały czas przed nami. Oto ulubieniec ostatnich tygodni, czyli zapowiedziana już paletka Rodeo Belle od Zoevy.


Zoeva, Rodeo Belle:


Strona sklepuKLIK
Cena: 71,90 zł, co daje 7,19 zł za pojedynczy cień.

Z opisami postaram się nie szaleć. Paletka kartonowa, przyjemna, matowa w dotyku, z wytłoczonymi napisami. Leciutka, co miłuję, będąc tak jak teraz, w podróży. Nic się nie luzuje, nie przesuwa, wykonanie bezbłędne. Jak widać, cienie były paciane systematycznie od kiedy ją dostałam, nie pylą się i nie robią syfu na toaletce. 



Zdjęcie ciemnawe.


Pigmentacja przeszła moje oczekiwania. Wystarczy dotknąć pędzlem, cień sam się właściwie nabiera i nakłada. Blendowanie to autentyczna przyjemność i aż żal mówić, ale jednak moje ulubieńce z Paese (KLIK) wymiękają. Dopiero w przypadku tej palety nasycenie koloru na skórze jest dokładnie takie jak w opakowaniu. Ja nie wiem jak opisać słowami pracę z nimi, po prostu nie wiem. To jest czysta rozkosz, móc użyć nawet jednego cienia na całej powiece i widzieć jak pięknie on wygląda, jaką ma głębię i jak podkręca kolor oczu. Najbardziej zaskakuje struktura dwóch cieni w kolorze jeansu. Tak jak splot materiału ma różne barwy, tak te cienie przez swój połysk imitują idealnie taki oldschoolowy, kowbojski jeans. Jeden z nich, Smoking Gun, stał się moim ulubieńcem. Pierwszy raz też zdarzyło mi się, że robiąc makijaż na szybko nie połączyłam kolorów jakoś specjalnie pieczołowicie, a jednak już w windzie oko wyglądało przyzwoicie. Te cienie nie potrzebują modlenia się nad nimi, w tym przypadku po prostu siadasz i robisz makijaż. Simple as that.


Skład:


Każdy cień ma swój skład, odpuszczę przepisywanie każdego z nich, bo będę siedzieć do jutra, ale patrząc pobieżnie widzę, że składy są krótkie, zwięzłe, a każdy z nich zawiera przynajmniej ester kwasu octowego i witaminy E, czyli nie jest tak, że choć trochę nie dba o skórę powiek.


Swatche:



Same widzicie, że nie ma żadnej różnicy czy na skórze, czy w paletce, cienie wyglądają tak samo. Day Money wydaje się zupełnie matowy, jednak daje bardziej satynowy, miękki efekt, od czasu do czasu miga jakąś drobinką. Deadshot to przepiękna czerń połyskująca na fioletowo. Drobinki są kiepsko widoczne na powiece, chyba, że nałożymy go bardzo ostrożnie wklepując. Smoking Gun - moja wielka miłość. Jak on świetnie wygląda z szarymi oczami...




Hot Wind to żywa zieleń. Nienawidzę zieleni na oczach (i w ogóle), ale ten kolor na dolnej powiece wygląda obłędnie. Yee Haw! to kolejny jeans, mieniący się na zielono. Early Sunrise tworzy piękną, miękką bazę pod inne cienie.




Rodeo Ready używam w połączeniu z Early Sunrise jeżeli nie mam czasu, a potrzebuję otworzyć oko. Po dodaniu Cactus Flower nawet całkiem dobrze imituję wyspaną. Western Diva, kakao z drobinkami, służy mi zazwyczaj do przyciemnienia linii rzęs. Świetnie sprawdza się przy naturalnym smokey w ciepłych odcieniach.




Bang Bang to MÓJ kolor przy złym humorze lub gdy chcę zrobić wrażenie. Fenomenalnie tworzy klimat makijażu wieczorowego.

Oficjalnie przyrzekam, że to nie jest ostatnia paleta Zoevy. Już piłuję pazury na myśl o pozostałych, w tej cenie (7,20 zł za cień!) choćbym bardzo, bardzo pragnęła, nie dostanę lepszej jakości. Chciałabym móc porównać jakość tych cieni z cieniami również chwalonych palet Makeup Revolution, aby upewnić się, że nie można taniej i pewnie tak będzie wyglądać moje następne zamówienie z Mintishop.

Pozdrawiam Was serdecznie i mam szczerą nadzieję, że nie jesteście tak przeżarte po świętach jak ja. Dziś znalazłam zachomikowany pojemnik z kluskami z makiem i czułam się jakbym wygrała w totka.
Następny wpisNowszy post Poprzedni wpisStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz